Rocznica

Kilka dni temu obchodziliśmy z mężem naszą pierwszą rocznicę ślubu, znów były kwiaty, życzenia, piękne słowa. I o pięknych słowach właśnie dziś. Na nasza pierwszą rocznicę, pewna osoba życzyła nam, abyśmy zawsze na bieżąco rozwiązywali nasze problemy. I chyba to jest strzał w dziesiątkę.

Myślę sobie, że każdy z nas, każde małżeństwo jest inne i ma inny temperament. Są małżeństwa, które żyją od kłótni do kłótni, są takie, które nie kłócą się w ogóle i są normalne 🙂 czyli takie, które kłócą się od czasu do czasu, ale podstawą życia małżeńskiego jest dokłócić się do końca, wykrzyczeć lub wypowiedzieć wszystko co nas męczy, boleśnie rani, bo tylko wtedy nie będzie powodów to chowania urazy i wypominania tego co było 10 lat temu (jak to w zwyczaju mają…. oczywiście, że mężczyźni 🙂 )

„Chociaż jeszcze Cię nie znamy to już bardzo Cię kochamy”

W czasach selfie i modzie na fotografowanie każdego fragmentu swojego życia wiele par decyduje się na tak zwaną sesję z brzuszkiem 🙂 Częstym elementem sesji jest towarzyszący napis: „Chociaż jeszcze Cię nie znamy, to już bardzo Cię kochamy”. Przyszli rodzice są pozytywnie nastawieni do swojego maleństwa kiedy ten jest jeszcze maluteńką kropeczką, ledwo widoczną i wyczuwalną w badaniu lekarskim. Ta Mała Kropeczka nagle staję się najważniejsza i jedynym pragnieniem jej rodziców jest jej dobro… A Pan Bóg w Ewangelii wg. św. Łukasza mówi do nas:

Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk. 11,13)

 Bardzo często jesteśmy świadkami heroicznych postaw rodziców wobec swoich dzieci. Myślę, że nikt kto wychowywał się w zdrowej rodzinie nie ma wątpliwości, że był kochany przez rodziców, że Ci byliby w stanie oddać wszystko nawet własne życie za mnie… na szczęście oni nie musieli… ale Ktoś Inny tak. Ten ktoś jest o wiele lepszy od moich nieidealnych rodziców i ich niedoskonałej miłości. I zna mnie, bo mnie stworzył, bo mnie ukształtował (Ps.139).

W czasie studiów miałam taki czas, że nie potrafiłam uwierzyć, że Bóg naprawdę mnie kocha, prosiłam Go wtedy o słowo, które mnie przekona. Dzisiaj niemalże całe moje Pismo św. jest „pomalowane” na różowo, bo przez wiele lat zaznaczałam fragmenty, które mówią o miłości Boga do mnie. Moim ulubionym jest:

Ukochałem cię odwieczną miłością,
dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość.
Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana,
Dziewico-Izraelu! (Jr.31, 3-4)

I te słowa naprawdę sprawdziły się w moim życiu, Bóg milion razy „znowu mnie budował” i dawał mi nowe życie. Ale dopiero teraz kiedy powierzył mi i mojemu mężowi Nowe Życie zrozumiałam jak bardzo On musi mnie kochać, jak bardzo tęsknic za mną. Jak bardzo nie chcieć nic w zamian. Bo Jego jednym pragnieniem jest moje Szczęście.

Matka

Rodzina jest najważniejszą grupą dla każdego człowieka. Kościół w swojej mądrości stawia ją na pierwszym miejscu, chcę otaczać ją szczególną troską i daję specjalne miejsce w życiu każdego z nas. Rodzina to ludzie do których chętnie wracamy za którymi tęsknimy.

Bóg chcę abyśmy mogli lepiej go rozumieć, abyśmy mogli czuć, że jest bardzo blisko nas. Dlatego On jest naszą rodziną. W tej rodzinie mam Tatę, Mamę i Brata. Zawsze lubiłam tak myśleć o relacji z Niebem. A teraz kiedy mam swoją rodzinę jeszcze bardziej cieszę się z tej na Górze.

Dziś moje myśli krążą wokół Matki, wokół tej, która nieustannie przyprowadza mnie do Chrystusa, która mnie uczy relacji z Nim i myślę sobie, że Bóg jest naprawdę mądry, że dał nam Matkę, bo tylko kobieta potrafi być tak czuła, tak wrażliwa na każdy, nawet najdrobniejszy ruch człowieka. Myślę o kobiecie, która jest w ciąży i czuję delikatne ruchy swego maleństwa, przyprowadza więc do niego ojca i zachęca aby dotykał brzucha, aby czuł i próbował zrozumieć, że w niej jest dziecko. Tak samo Maryja:

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.  Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego   i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.J 2,1-12

to ona przyprowadziła Jezusa do potrzebujących, bo pierwsza zauważyła problem państwa młodych. I także dzisiaj przyprowadza Boga do mnie i mnie do Boga. Dziękuję Ci Mamo.

Ziarnko gorczycy

Kilka tygodni temu wysłuchałam konferencji bp Rysia o ziarnku gorczycy. Do dziś brzmią mi w uszach jego słowa, a serce przypomina wciąż o obietnicy, że dam Bogu choć troszkę z siebie i mojego dnia. Usłyszane słowa i złożone obietnice tylko to mi pozostało.

Przed ślubem, przed poznaniem mojego męża bardzo chciałam wstąpić do zakonu, ale co najistotniejsze miałam bardzo blisko osobową relacje z Jezusem. Wszystko się pomieszało: do zakonu nie poszłam, wyszłam za mąż. Każdego dnia doświadczam jak Bóg mi błogosławi w moim małżeństwie jak się o mnie troszczy a mimo to nie rozmawiamy… Nie rozmawiamy tak jak dawniej, ba my w ogóle nie rozmawiamy. Wieczorem klękam z mężem do modlitwy w ciągu dnia odmawiam różaniec i tyle… Wiem, że trzeba oprzeć swoje małżeństwo, życie na Bogu ale co kiedy brak sił na rozmowę? Kiedy klękam przed Bogiem, moim niedawnym jeszcze Przyjacielem i nie mam Mu nic do powiedzenia? Tęsknie za Nim. Ufam, że zdrowa, prawdziwa relacja z Bogiem w małżeństwie jest możliwa ale jak to zrobić? Boże prowadź…

Ktoś jeszcze

Największą potrzebą człowieka jest miłość. Głód miłości powoduje największe kryzysy człowieka, który stworzony został z miłości i dla miłości.

Kiedy byłam studentką marzyłam o własnym ośrodku terapeutycznym, nie liczyło się nic poza moimi planami zawodowymi, nieustanne kursy, szkolenia, wolontariat, staże. Kilka tygodni po ślubie podjęłam się drugiej pracy, odtąd pracowałam przez 12 godzin dziennie po powrocie do domu padałam zmęczona, nie miałam siły na rozmowę z mężem o obowiązkach domowych nie wspomnę. I nagle szok…. ciąża… z jednej strony ogromna radość z drugiej pytanie i strach; co z pracą? Pokochałam nasze dziecko od razu i wiedziałam, że trochę wbrew sobie ale muszę zwolnić. Odeszłam więc z jednej pracy, w drugiej musiałam pójść na zwolnienie lekarskie. Było ciężko, było bardzo ciężko…. nuda. Nuda. Nuda. Minęło kilka tygodni i jest cudownie. Natura jednak wygrała. I teraz wiem, że ja i moje dziecko jesteśmy najważniejsi. Mamy czas tylko dla siebie. Możemy odpoczywać i cieszyć się sobą. Mam czas aby cieszyć się dzieckiem, aby dobrze przygotować się do jego przyjścia na świat. Mam czas aby ugotować mężowi obiad, aby posprzątać w mieszkaniu i w końcu je urządzić. Mam czas aby poczuć się kobietą. Choć wiem, że to niemodne i niezgodne z dzisiejszą nauką ale jestem szczęśliwa w roli kury domowej i nigdy nie czułam się tak kobieco i tak dobrze.

Każdy sam decyduje i jest odpowiedzialny za siebie, ale smutno mi kiedy słyszę od moich znajomych, że planują rodzinę i dzieci dopiero kiedy zrobią karierę, bo często kiedy według nich przychodzi czas na dziecko jest już za późno. Okazuję się, że nastąpił rozwód, albo pojawiły się problemy z zajściem w ciąże. Dlatego proszę nie czekajcie. Nie ma na co. Dziecko jest darem Bożym i On sam się o nie i o Was zatroszczy. Kariera nie jest ważna. Ważne jest życie poza pracą. Ważna jest rodzina.

Czy Małżeństwo może się jednak udać?

Kryzys rodziny, kryzys męskości, rozwody i porzucanie powołania, strach, niedojrzałość to hasła, które dominują w wielu głowach myślących o wyborze powołania. Po co brać ślub kiedy tak wiele par się rozwodzi? Dlaczego Pan Bóg nie pomaga małżonkom wytrwać? Dlaczego miłość się kończy?

Miłość się nie kończy, kończy się zakochanie. Opadają emocje i przychodzi codzienność. Codzienność, która jest przepiękna, bo oto ten o którym marzyłam zanim się pojawił w moim życiu jest przy mnie, widzę go kiedy się budzi, kiedy jest radosny, smutny. I widzę go takim jakim został stworzony 🙂 czyli…pięknym (Ps. 139). Pięknym jest człowiek, którego pokochałam i któremu oddałam samą siebie. Ale, bo przecież musi być jakieś ‚ale’ człowiek, którego poślubiłam jest niedoskonały, jest zawsze w mniejszym lub większym stopniu doświadczony przez życie i jest wychowany w innym domu, innym środowisku niż ja. Dlatego często go nie rozumiem, często tracę cierpliwość i próbuję zmienić na ‚lepsze’ czyli takiego jak ja (bo przecież ja jestem idealna 🙂 ). Czy oto jednak chodzi? Czy naprawdę muszę zmienić człowieka, którego pokochałam? Czy może raczej zaakceptować i pomóc mu wzrastać w jego wolności w jego tempie w jego kierunku. Kochać drugiego człowieka to spalać się dla niego, oddać za niego swoje życie i żyć dla niego. Jeżeli małżonkowie żyją w ten sposób oboje, to wygrają swoje małżeństwo. Mąż będzie myślał czego żonie potrzeba a żona o tym czego pragnie jej mąż. Już nie muszą myśleć o samych sobie bo druga osoba o nich myśli. Małżeństwo jest więc piękne, tylko trzeba kochać i spalać się dla drugiego. A Bóg, będzie nas kochał, będzie z nami w tym świętym związku i będzie błogosławił, ale małżeństwa za nas nie wygra, bo my jesteśmy ludźmi wolnymi, a „łaska bazuję na naturze”