Czego nauczysz mnie mamo?

Dzis jest Dzień Mamy. Jedno z piekniejszym świąt. Dzień kiedy dziękuję za moja mamę, ale od 5 lat dzień, kiedy dziękuję, że jestem mamą.
Mama to chyba najważniejsza osoba na świecie. Codziennie powtarzam moim dzieciom, że jestem najlepszą mamą jaką mają. Jeszcze nie wiedzą co mam wówczas na myśli ( jeszcze:-) ). Ale tak właśnie jest. Nie ma lepszej mamy dla moich dzieci niż ja. Nie ma lepszych dzieci dla mnie niż te, które mam. Codziennie uczymy się siebie na nowo, codziennie siebie odkrywamy. Staram się czegoś je nauczyć, czymś zachwycić, coś przekazać i marzę o tym aby kiedy ktoś po latach zapyta je: co najczęściej powtarzała Ci mama? Nie odpowiedziały: nie biegaj, bo się spocisz…
Takie pytanie usłyszałam dziś w radio. Słuchacze dzwonili i udzielali mało wartościowych odpowiedzi….
Czego ja chcę nauczyć moich synów i moją córkę? Muszę sobie dziś na to pytanie odpowiedzieć. I powtarzać moim pociechom jak najczęściej. Powtarzać, aby ufali Bogu. Powtarzać, żeby kochali drugiego człowieka bo to największy Skarb. I powtarzać, że dadzą sobie radę ze wszystkim bo są mądrzy i dobrzy.

do Zosieńki

Kochana Zosieńko

jesteś tak malutka i krucha jak Motylek. Twoje życie jest niepewne. Chciałabym Ci powiedzieć, żebyś się nim cieszyła, bo nie wiem mój Skrabeńku czy jutro też tutaj będziesz…?

Jeszcze nikt Ciebie nie widział, nikt nie wziął na ręcę, nikt nie przytulił a już tak wielu ludzi Cię kocha. Jesteś tak bardzo kochana, tak bardzo upragniona przez mamę i tatę. Twój brat zapytany „gdzie jest dzidzia?” pokazuję na brzuch mamusi i głaszcze. On także bardzo Cię kocha i pragnie Cię zobaczyć.

Zosiu, mój Motylku przyjdź, nie bój się świata. Nie masz łatwych początków, bo już pod sercem mamy jesteś zagrożona, ale obiecuję Ci, że zrobimy wszystko, żebyś była bezpieczna. Mama zatrzymała swoje życie. Teraz żyję tylko dla Ciebie. Twój tata musi podwójnie pracować. Pracuję aby nam niczego nie brakowało i opiekuję się Twoim bratem najlepiej jak potrafi. I są jeszcze Twoje cudowne babcie, które codziennie wymieniają się, by opiekować się wnukiem, naszym Tobą i nami.

Nie bój się Zosiu. Jesteś tak bardzo kochana. Tak bardzo Cię pragniemy… Zosiu jesteś najważniejszą częścią naszej rodziny. Jesteś nasza. Proszę Cię chciej być z nami, chciej być częścią naszej rodziny. Bardzo Cie kochamy.

Ojciec też rodzic

” Boże nie pozwól jej umrzeć” tak brzmiała moja powtarzana przez długie minuty modlitwa w drodze do szpitala. I wtedy już wiedziałam, że kocham to Nowe Życie całą sobą.

Moim powołaniem jest małżeństwo i macierzyństwo. Bardzo kocham moją rodzinę, jestem nimi tak zachwycona, że zapragnełam mieć moich Skarbów więcej. Udało się. Wielka radość a chwilę później wiele pytań i smutku, bo jak ogarnąć dwoje dzieci? Jak zabrać poświęcony czas pierworodnemu i dać drugiemu? Jak podzielić serce? A może lepiej gdyby jednak Zosi nie było????  Takie myśli towarzyszyły kochającej matce i matce czekającej na drugie życie… i nagle stało się, usłyszałam diagnozę, że do rana może nie być dziecka. Świat się zatrzymał. Łzy, pustka, przeraźliwy ból i strach. Jak zostać w szpitalu kiedy w domu czeka ukochany pierworodny?

Zostałam, walczyłam i walczę nadal o życie dziecka dla którego nagle znalazło się miejsce w moim życiu i to na pierwszym miejscu… i tak było to możliwe, bo okazało się, że ojciec niczym się nie różni od matki. On też przewinie, nakarmi, przytuli (może nie zdejmie skórki z chlebka, ale od tego dzieci nie umierają:-) ). Obok jest wiele osób, które stają na głowie aby pomóc w walce o życie maluszka. Ale najważniejsze co chcę powiedzieć to osoba męża i ojca. Cieszymy się, że on jest taki wspaniały, dzieli z nami obowiązki, jesteśmy partnerami. Ale czy wierzę i ufam mężowi na tyle, aby zniknąć i powierzyć mu nasze dziecko?

Ja byłam tutaj św. Tomaszem musiałam zobaczyć i dotknąć, aby uwierzyć. Musiałam doświadczyć aby móc w pełni przyjąć i pokochać drugie dziecko. Musiałam i muszę przechodzić, przez dotychczas najtrudniejszy czas mojego życia aby zobaczyć, że ojciec jest pełnowartościowym rodzicem i aby doświadczyć cudu obecności najbliższych.

Kobiety wierzcie i ufajcie swoim mężom, bo oni naprawdę są bardziej ogarnięci niż to widać na codzień 🙂 i cieszcie się każdym nowym życiem, bo zawsze (jakoś) znajdzie się dla niego miejsce w Waszym życiu.

Po co młodym rodzicom dziadkowie?

Kilka dni temu zaczełam czytać najnowszą książkę  pana Jacka Pulikowskiego „Czy można dzisiaj dobrze wychować dziecko”, kiedy mój tata zobaczył tytuł zapytał: Po co to czytasz?  Przecież możesz mnie zapytać jak dobrze wychować syna.

Często młodzi rodzice odrzucają rady dziadków, bo przestarzałe, bo głupie, bo się wtrącają a ja chcę sama. Mam internet, książki i wszystko wiem.  Ale czy napewno?

Po porodzie potrzebowalismy z mężem dużo czasu, aby nauczyć się żyć z naszym synem. Poznać go, pokochać i wypracować jakiś wspólny styl opieki nad nim i wychowywania go. Ja potrzebowałam czasu, żeby usłyszeć swoją matczyną intuicje i pogodzić się z tym, że już nic nie będzie takie samo. Bardzo denerwowało mnie wtedy, kiedy nasze dziecko płakało a ja dostawałam tysiące podpowiedzi o co mu chodzi i jak mu pomóc. Byłam niepewna swojego macierzyństwa i takie rady mi nie pomagały. Pomogł mi natomiast czas spędzony z maleństwem, ktory miałam dzięki pomocy dziadków. Miałam to szczęście, że kiedy mąż wrócił do pracy bardzo często odwiedzali nas dziadkowie, którzy przywozili ciepły obiad, pomagali posprzątać mieszkanie, a ja mogłam cieszyć się maleństwem i macierzyństwem. Jednak teraz jestem już przez większość czasu sama z dzieckiem.  I jest to miły czas zabawy  i opieki nad nim, ale też wypełniania obowiązków domowych, które przy małym łobuziaku są czasami trudne. Nieraz zdarza mi się wtedy podnieść głos na małego człowieka, albo pominąć jego potrzebę. I wtedy z pomocą znów przychodzą dziadkowie, który mają więcej czasu, więcej cierpliwości i mniej odpowiedzialności za dziecko niż rodzic. Dlatego to oni najczęściej pytają: dlaczego go nie słuchasz? Przecież on mówi do Ciebie. To dziadkowie wolą polubownie załatwić spory i pokazują, że zamiast NUNU można odwrócić uwagę dziecka. To oni mają czas i cierpliwość żeby pokazać dziecku każdy kamień i liść napotkany na drodze. To oni wiedzą co jest najważniejsze w życiu i co warto pokazać swojemu kochanemu wnusiowi.

Myślę, że czasami warto zluzować i przyjąć dobre rady dziadków, bo przecież wychowali tak wspaniałych ludzi jak ja i Ty, więc może nie poszło im, aż tak źle. Może ich rady i pomoc nie jest jednak głupia i przestarzała?

A gdyby tak Niebo było Niebieskie…

A gdyby tak uwierzyć, że „dość ma dzień swojej biedy”? Gdyby tak przestać się martwić o jutro a zacząć cieszyć się  dniem dzisiejszym? I gdyby tak zaufać, że ważniejsza jestem niż ptaki?

Musiałabym wtedy porzucić moją troskę o jutro. Musiałabym powierzyć Komuś Innemu mój los. Musiałabym uwierzyć, że dostałam życie i to w obfitości.

Chciałabym oddać Bogu moje dzisiaj, moje jutro. Chciałabym?

Rocznica

Kilka dni temu obchodziliśmy z mężem naszą pierwszą rocznicę ślubu, znów były kwiaty, życzenia, piękne słowa. I o pięknych słowach właśnie dziś. Na nasza pierwszą rocznicę, pewna osoba życzyła nam, abyśmy zawsze na bieżąco rozwiązywali nasze problemy. I chyba to jest strzał w dziesiątkę.

Myślę sobie, że każdy z nas, każde małżeństwo jest inne i ma inny temperament. Są małżeństwa, które żyją od kłótni do kłótni, są takie, które nie kłócą się w ogóle i są normalne 🙂 czyli takie, które kłócą się od czasu do czasu, ale podstawą życia małżeńskiego jest dokłócić się do końca, wykrzyczeć lub wypowiedzieć wszystko co nas męczy, boleśnie rani, bo tylko wtedy nie będzie powodów to chowania urazy i wypominania tego co było 10 lat temu (jak to w zwyczaju mają…. oczywiście, że mężczyźni 🙂 )

„Chociaż jeszcze Cię nie znamy to już bardzo Cię kochamy”

W czasach selfie i modzie na fotografowanie każdego fragmentu swojego życia wiele par decyduje się na tak zwaną sesję z brzuszkiem 🙂 Częstym elementem sesji jest towarzyszący napis: „Chociaż jeszcze Cię nie znamy, to już bardzo Cię kochamy”. Przyszli rodzice są pozytywnie nastawieni do swojego maleństwa kiedy ten jest jeszcze maluteńką kropeczką, ledwo widoczną i wyczuwalną w badaniu lekarskim. Ta Mała Kropeczka nagle staję się najważniejsza i jedynym pragnieniem jej rodziców jest jej dobro… A Pan Bóg w Ewangelii wg. św. Łukasza mówi do nas:

Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą (Łk. 11,13)

 Bardzo często jesteśmy świadkami heroicznych postaw rodziców wobec swoich dzieci. Myślę, że nikt kto wychowywał się w zdrowej rodzinie nie ma wątpliwości, że był kochany przez rodziców, że Ci byliby w stanie oddać wszystko nawet własne życie za mnie… na szczęście oni nie musieli… ale Ktoś Inny tak. Ten ktoś jest o wiele lepszy od moich nieidealnych rodziców i ich niedoskonałej miłości. I zna mnie, bo mnie stworzył, bo mnie ukształtował (Ps.139).

W czasie studiów miałam taki czas, że nie potrafiłam uwierzyć, że Bóg naprawdę mnie kocha, prosiłam Go wtedy o słowo, które mnie przekona. Dzisiaj niemalże całe moje Pismo św. jest „pomalowane” na różowo, bo przez wiele lat zaznaczałam fragmenty, które mówią o miłości Boga do mnie. Moim ulubionym jest:

Ukochałem cię odwieczną miłością,
dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość.
Znowu cię zbuduję i będziesz odbudowana,
Dziewico-Izraelu! (Jr.31, 3-4)

I te słowa naprawdę sprawdziły się w moim życiu, Bóg milion razy „znowu mnie budował” i dawał mi nowe życie. Ale dopiero teraz kiedy powierzył mi i mojemu mężowi Nowe Życie zrozumiałam jak bardzo On musi mnie kochać, jak bardzo tęsknic za mną. Jak bardzo nie chcieć nic w zamian. Bo Jego jednym pragnieniem jest moje Szczęście.

Matka

Rodzina jest najważniejszą grupą dla każdego człowieka. Kościół w swojej mądrości stawia ją na pierwszym miejscu, chcę otaczać ją szczególną troską i daję specjalne miejsce w życiu każdego z nas. Rodzina to ludzie do których chętnie wracamy za którymi tęsknimy.

Bóg chcę abyśmy mogli lepiej go rozumieć, abyśmy mogli czuć, że jest bardzo blisko nas. Dlatego On jest naszą rodziną. W tej rodzinie mam Tatę, Mamę i Brata. Zawsze lubiłam tak myśleć o relacji z Niebem. A teraz kiedy mam swoją rodzinę jeszcze bardziej cieszę się z tej na Górze.

Dziś moje myśli krążą wokół Matki, wokół tej, która nieustannie przyprowadza mnie do Chrystusa, która mnie uczy relacji z Nim i myślę sobie, że Bóg jest naprawdę mądry, że dał nam Matkę, bo tylko kobieta potrafi być tak czuła, tak wrażliwa na każdy, nawet najdrobniejszy ruch człowieka. Myślę o kobiecie, która jest w ciąży i czuję delikatne ruchy swego maleństwa, przyprowadza więc do niego ojca i zachęca aby dotykał brzucha, aby czuł i próbował zrozumieć, że w niej jest dziecko. Tak samo Maryja:

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.  Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego   i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.J 2,1-12

to ona przyprowadziła Jezusa do potrzebujących, bo pierwsza zauważyła problem państwa młodych. I także dzisiaj przyprowadza Boga do mnie i mnie do Boga. Dziękuję Ci Mamo.

Ziarnko gorczycy

Kilka tygodni temu wysłuchałam konferencji bp Rysia o ziarnku gorczycy. Do dziś brzmią mi w uszach jego słowa, a serce przypomina wciąż o obietnicy, że dam Bogu choć troszkę z siebie i mojego dnia. Usłyszane słowa i złożone obietnice tylko to mi pozostało.

Przed ślubem, przed poznaniem mojego męża bardzo chciałam wstąpić do zakonu, ale co najistotniejsze miałam bardzo blisko osobową relacje z Jezusem. Wszystko się pomieszało: do zakonu nie poszłam, wyszłam za mąż. Każdego dnia doświadczam jak Bóg mi błogosławi w moim małżeństwie jak się o mnie troszczy a mimo to nie rozmawiamy… Nie rozmawiamy tak jak dawniej, ba my w ogóle nie rozmawiamy. Wieczorem klękam z mężem do modlitwy w ciągu dnia odmawiam różaniec i tyle… Wiem, że trzeba oprzeć swoje małżeństwo, życie na Bogu ale co kiedy brak sił na rozmowę? Kiedy klękam przed Bogiem, moim niedawnym jeszcze Przyjacielem i nie mam Mu nic do powiedzenia? Tęsknie za Nim. Ufam, że zdrowa, prawdziwa relacja z Bogiem w małżeństwie jest możliwa ale jak to zrobić? Boże prowadź…

Ktoś jeszcze

Największą potrzebą człowieka jest miłość. Głód miłości powoduje największe kryzysy człowieka, który stworzony został z miłości i dla miłości.

Kiedy byłam studentką marzyłam o własnym ośrodku terapeutycznym, nie liczyło się nic poza moimi planami zawodowymi, nieustanne kursy, szkolenia, wolontariat, staże. Kilka tygodni po ślubie podjęłam się drugiej pracy, odtąd pracowałam przez 12 godzin dziennie po powrocie do domu padałam zmęczona, nie miałam siły na rozmowę z mężem o obowiązkach domowych nie wspomnę. I nagle szok…. ciąża… z jednej strony ogromna radość z drugiej pytanie i strach; co z pracą? Pokochałam nasze dziecko od razu i wiedziałam, że trochę wbrew sobie ale muszę zwolnić. Odeszłam więc z jednej pracy, w drugiej musiałam pójść na zwolnienie lekarskie. Było ciężko, było bardzo ciężko…. nuda. Nuda. Nuda. Minęło kilka tygodni i jest cudownie. Natura jednak wygrała. I teraz wiem, że ja i moje dziecko jesteśmy najważniejsi. Mamy czas tylko dla siebie. Możemy odpoczywać i cieszyć się sobą. Mam czas aby cieszyć się dzieckiem, aby dobrze przygotować się do jego przyjścia na świat. Mam czas aby ugotować mężowi obiad, aby posprzątać w mieszkaniu i w końcu je urządzić. Mam czas aby poczuć się kobietą. Choć wiem, że to niemodne i niezgodne z dzisiejszą nauką ale jestem szczęśliwa w roli kury domowej i nigdy nie czułam się tak kobieco i tak dobrze.

Każdy sam decyduje i jest odpowiedzialny za siebie, ale smutno mi kiedy słyszę od moich znajomych, że planują rodzinę i dzieci dopiero kiedy zrobią karierę, bo często kiedy według nich przychodzi czas na dziecko jest już za późno. Okazuję się, że nastąpił rozwód, albo pojawiły się problemy z zajściem w ciąże. Dlatego proszę nie czekajcie. Nie ma na co. Dziecko jest darem Bożym i On sam się o nie i o Was zatroszczy. Kariera nie jest ważna. Ważne jest życie poza pracą. Ważna jest rodzina.