do Zosieńki

Kochana Zosieńko

jesteś tak malutka i krucha jak Motylek. Twoje życie jest niepewne. Chciałabym Ci powiedzieć, żebyś się nim cieszyła, bo nie wiem mój Skrabeńku czy jutro też tutaj będziesz…?

Jeszcze nikt Ciebie nie widział, nikt nie wziął na ręcę, nikt nie przytulił a już tak wielu ludzi Cię kocha. Jesteś tak bardzo kochana, tak bardzo upragniona przez mamę i tatę. Twój brat zapytany „gdzie jest dzidzia?” pokazuję na brzuch mamusi i głaszcze. On także bardzo Cię kocha i pragnie Cię zobaczyć.

Zosiu, mój Motylku przyjdź, nie bój się świata. Nie masz łatwych początków, bo już pod sercem mamy jesteś zagrożona, ale obiecuję Ci, że zrobimy wszystko, żebyś była bezpieczna. Mama zatrzymała swoje życie. Teraz żyję tylko dla Ciebie. Twój tata musi podwójnie pracować. Pracuję aby nam niczego nie brakowało i opiekuję się Twoim bratem najlepiej jak potrafi. I są jeszcze Twoje cudowne babcie, które codziennie wymieniają się, by opiekować się wnukiem, naszym Tobą i nami.

Nie bój się Zosiu. Jesteś tak bardzo kochana. Tak bardzo Cię pragniemy… Zosiu jesteś najważniejszą częścią naszej rodziny. Jesteś nasza. Proszę Cię chciej być z nami, chciej być częścią naszej rodziny. Bardzo Cie kochamy.

Ojciec też rodzic

” Boże nie pozwól jej umrzeć” tak brzmiała moja powtarzana przez długie minuty modlitwa w drodze do szpitala. I wtedy już wiedziałam, że kocham to Nowe Życie całą sobą.

Moim powołaniem jest małżeństwo i macierzyństwo. Bardzo kocham moją rodzinę, jestem nimi tak zachwycona, że zapragnełam mieć moich Skarbów więcej. Udało się. Wielka radość a chwilę później wiele pytań i smutku, bo jak ogarnąć dwoje dzieci? Jak zabrać poświęcony czas pierworodnemu i dać drugiemu? Jak podzielić serce? A może lepiej gdyby jednak Zosi nie było????  Takie myśli towarzyszyły kochającej matce i matce czekającej na drugie życie… i nagle stało się, usłyszałam diagnozę, że do rana może nie być dziecka. Świat się zatrzymał. Łzy, pustka, przeraźliwy ból i strach. Jak zostać w szpitalu kiedy w domu czeka ukochany pierworodny?

Zostałam, walczyłam i walczę nadal o życie dziecka dla którego nagle znalazło się miejsce w moim życiu i to na pierwszym miejscu… i tak było to możliwe, bo okazało się, że ojciec niczym się nie różni od matki. On też przewinie, nakarmi, przytuli (może nie zdejmie skórki z chlebka, ale od tego dzieci nie umierają:-) ). Obok jest wiele osób, które stają na głowie aby pomóc w walce o życie maluszka. Ale najważniejsze co chcę powiedzieć to osoba męża i ojca. Cieszymy się, że on jest taki wspaniały, dzieli z nami obowiązki, jesteśmy partnerami. Ale czy wierzę i ufam mężowi na tyle, aby zniknąć i powierzyć mu nasze dziecko?

Ja byłam tutaj św. Tomaszem musiałam zobaczyć i dotknąć, aby uwierzyć. Musiałam doświadczyć aby móc w pełni przyjąć i pokochać drugie dziecko. Musiałam i muszę przechodzić, przez dotychczas najtrudniejszy czas mojego życia aby zobaczyć, że ojciec jest pełnowartościowym rodzicem i aby doświadczyć cudu obecności najbliższych.

Kobiety wierzcie i ufajcie swoim mężom, bo oni naprawdę są bardziej ogarnięci niż to widać na codzień 🙂 i cieszcie się każdym nowym życiem, bo zawsze (jakoś) znajdzie się dla niego miejsce w Waszym życiu.