Ziarnko gorczycy

Kilka tygodni temu wysłuchałam konferencji bp Rysia o ziarnku gorczycy. Do dziś brzmią mi w uszach jego słowa, a serce przypomina wciąż o obietnicy, że dam Bogu choć troszkę z siebie i mojego dnia. Usłyszane słowa i złożone obietnice tylko to mi pozostało.

Przed ślubem, przed poznaniem mojego męża bardzo chciałam wstąpić do zakonu, ale co najistotniejsze miałam bardzo blisko osobową relacje z Jezusem. Wszystko się pomieszało: do zakonu nie poszłam, wyszłam za mąż. Każdego dnia doświadczam jak Bóg mi błogosławi w moim małżeństwie jak się o mnie troszczy a mimo to nie rozmawiamy… Nie rozmawiamy tak jak dawniej, ba my w ogóle nie rozmawiamy. Wieczorem klękam z mężem do modlitwy w ciągu dnia odmawiam różaniec i tyle… Wiem, że trzeba oprzeć swoje małżeństwo, życie na Bogu ale co kiedy brak sił na rozmowę? Kiedy klękam przed Bogiem, moim niedawnym jeszcze Przyjacielem i nie mam Mu nic do powiedzenia? Tęsknie za Nim. Ufam, że zdrowa, prawdziwa relacja z Bogiem w małżeństwie jest możliwa ale jak to zrobić? Boże prowadź…

Ktoś jeszcze

Największą potrzebą człowieka jest miłość. Głód miłości powoduje największe kryzysy człowieka, który stworzony został z miłości i dla miłości.

Kiedy byłam studentką marzyłam o własnym ośrodku terapeutycznym, nie liczyło się nic poza moimi planami zawodowymi, nieustanne kursy, szkolenia, wolontariat, staże. Kilka tygodni po ślubie podjęłam się drugiej pracy, odtąd pracowałam przez 12 godzin dziennie po powrocie do domu padałam zmęczona, nie miałam siły na rozmowę z mężem o obowiązkach domowych nie wspomnę. I nagle szok…. ciąża… z jednej strony ogromna radość z drugiej pytanie i strach; co z pracą? Pokochałam nasze dziecko od razu i wiedziałam, że trochę wbrew sobie ale muszę zwolnić. Odeszłam więc z jednej pracy, w drugiej musiałam pójść na zwolnienie lekarskie. Było ciężko, było bardzo ciężko…. nuda. Nuda. Nuda. Minęło kilka tygodni i jest cudownie. Natura jednak wygrała. I teraz wiem, że ja i moje dziecko jesteśmy najważniejsi. Mamy czas tylko dla siebie. Możemy odpoczywać i cieszyć się sobą. Mam czas aby cieszyć się dzieckiem, aby dobrze przygotować się do jego przyjścia na świat. Mam czas aby ugotować mężowi obiad, aby posprzątać w mieszkaniu i w końcu je urządzić. Mam czas aby poczuć się kobietą. Choć wiem, że to niemodne i niezgodne z dzisiejszą nauką ale jestem szczęśliwa w roli kury domowej i nigdy nie czułam się tak kobieco i tak dobrze.

Każdy sam decyduje i jest odpowiedzialny za siebie, ale smutno mi kiedy słyszę od moich znajomych, że planują rodzinę i dzieci dopiero kiedy zrobią karierę, bo często kiedy według nich przychodzi czas na dziecko jest już za późno. Okazuję się, że nastąpił rozwód, albo pojawiły się problemy z zajściem w ciąże. Dlatego proszę nie czekajcie. Nie ma na co. Dziecko jest darem Bożym i On sam się o nie i o Was zatroszczy. Kariera nie jest ważna. Ważne jest życie poza pracą. Ważna jest rodzina.

Czy Małżeństwo może się jednak udać?

Kryzys rodziny, kryzys męskości, rozwody i porzucanie powołania, strach, niedojrzałość to hasła, które dominują w wielu głowach myślących o wyborze powołania. Po co brać ślub kiedy tak wiele par się rozwodzi? Dlaczego Pan Bóg nie pomaga małżonkom wytrwać? Dlaczego miłość się kończy?

Miłość się nie kończy, kończy się zakochanie. Opadają emocje i przychodzi codzienność. Codzienność, która jest przepiękna, bo oto ten o którym marzyłam zanim się pojawił w moim życiu jest przy mnie, widzę go kiedy się budzi, kiedy jest radosny, smutny. I widzę go takim jakim został stworzony 🙂 czyli…pięknym (Ps. 139). Pięknym jest człowiek, którego pokochałam i któremu oddałam samą siebie. Ale, bo przecież musi być jakieś ‚ale’ człowiek, którego poślubiłam jest niedoskonały, jest zawsze w mniejszym lub większym stopniu doświadczony przez życie i jest wychowany w innym domu, innym środowisku niż ja. Dlatego często go nie rozumiem, często tracę cierpliwość i próbuję zmienić na ‚lepsze’ czyli takiego jak ja (bo przecież ja jestem idealna 🙂 ). Czy oto jednak chodzi? Czy naprawdę muszę zmienić człowieka, którego pokochałam? Czy może raczej zaakceptować i pomóc mu wzrastać w jego wolności w jego tempie w jego kierunku. Kochać drugiego człowieka to spalać się dla niego, oddać za niego swoje życie i żyć dla niego. Jeżeli małżonkowie żyją w ten sposób oboje, to wygrają swoje małżeństwo. Mąż będzie myślał czego żonie potrzeba a żona o tym czego pragnie jej mąż. Już nie muszą myśleć o samych sobie bo druga osoba o nich myśli. Małżeństwo jest więc piękne, tylko trzeba kochać i spalać się dla drugiego. A Bóg, będzie nas kochał, będzie z nami w tym świętym związku i będzie błogosławił, ale małżeństwa za nas nie wygra, bo my jesteśmy ludźmi wolnymi, a „łaska bazuję na naturze”